książki

Małe, stare, ale jare. Perły literatury dziecięcej: lata 50

5 września 2016

Dziś często robimy krzywdę bajkom i dzieciom krzykliwymi wydaniami, które wręcz zniechęcają do czytania. Dziś nie czytamy, bo czasu mało, bo zmęczenie. Maleństwa, które opisuję można mieć zawsze pod ręką. W pełnej gotowości do snucia fantastycznych opowieści naszym dzieciom i wnukom. To perły literatury dziecięcej, uczą nasze dzieci i nas czym jest estetyka, czym wyczucie, smak, minimalizm i kolor. Takiej lekcji plastyki nie zaoferuje nam żadna szkoła. Te stare, ale jare książeczki nauczą wasze dzieci mówić pięknie po polsku i w tym pięknym języku będą potem z wami rozmawiać. Mówić o tym co w przedszkolu, jak było w szkole i czego się boją. Podobno warto rozmawiać?  🙂

mamyomamy


Jan Brzechwa
Pchła Szachrajka
Ilustracje Irena Kuczborska
Czytelnik 1957 r. Wyd. 1
72X96 cm
cena okładkowa 12.00 zł

Dziś do kupienia od 10 do 40 zł, ale pewnie w niejednym domu jest i czeka, aż się ją otrzepie z kurzu. Poręczna, w twardej, płóciennej okładce, przetrwała prawie 60 lat i da radę więcej. To książeczka niezniszczalna. Może także dlatego, że pojawiła się na świecie w nakładzie 120 210 egzemplarzy. Nawet powojenny popyt: wyż demograficzny i uzupełnianie wojennych strat w literaturze dziecięcej, nie zdołał jej zawłaszczyć absolutnie dla tamtego czasu. Jest nadal dostępna. Nadal osiągalna dla każdego. A do zaoferowania ma genialny utwór wierszem. Misternie skonstruowaną opowieść o pewnej pchle, która miała tupet, styl i polot. Oczywiście atrakcyjność tej mikrej istoty oparta jest na jej bezeceństwach. Figlach, nadużyciach i kaprysach. Oczywiście wszyscy wiemy, że Pchła Szachrajka w końcu wychodzi na “ludzi”.

“Miała dzieci pięć tysięcy
Albo może jeszcze więcej. “

Ale w tej konkretnie wersji bajki o Szachrajce mamy jeszcze ilustracje Ireny Kuczborskiej, takie połączenie Szancera z Siemaszko. Ilustracje tylko piórkiem. Lekkie, eleganckie jak Szachrajka. Te rysunki, w swojej drobnej, delikatnej formie idealnie pokazują świat Szachrajki. Staroć powiecie? No to pokażcie te rysunki dzieciom. Ta książka to kulturowy pomost pomiędzy naszymi dziećmi, a ich dziadkami. Warto sprawdzić jak działa.

mamyomamy

mamyomamy


Konstanty I. Gałczyński
Młynek do Kawy
Ilustrował Stanisław Zamecznik
Czytelnik 1958, Wyd. 1
75×98 cm
cena okładkowa 13.00 zł

Dziś do kupienia maksymalnie za 10 zł. Książeczka w solidnej twardej okładce, która mimo, że jest papierowa, świetnie chroni historię o młynku. A maźnięcia w czterech kolorach, sprawiają, że trudno ją zignorować, gdy już padnie na nią oko. Opowieść Gałczyńskiego o młynku, to surrealistyczna podróż do świata wyobraźni, albo nawet nad wyobraźni, snu. Przekonany, że zostanie wyrzucony ma śmieci, nasz bohater ucieka z domu i rusza w nieoczywistą podróż, która na końcu da mu satysfakcję i ukojenie. W tym świecie sen wysuwa się spod poduszki, sierotami są zapomniane rękawiczki z prawej ręki, a Detektywem Szyba. Przygody Młynka to smakowita kompilacja dziwności, fajności i zwyczajności.

Ilustracje Zamecznika rozbrajają i chciałaby się ich tu więcej. Kolorowe, nasycone, abstrakcyjne i dosłowne jednocześnie. Poszukajcie tego wydania, bo jest ono tak piękne, jak sama bajka Gałczyńskiego

Co ciekawe, choć to pierwsze wydanie jest z roku 1958, bajka została napisana przez Gałczyńskiego w czasie wakacji, w roku 1934. 

Naczekała się już sporo na samym początku, a i teraz cierpliwie czeka na czytelnika. Może pomożecie jej się odnaleźć? To niewątpliwie piękny język, uniwersalnie piękny. A to dobry powód, aby czytać dziś dzieciom Młynek do kawy.

mamyomamy

mamyomamy


Stefan Themerson
Przygody Pędrka Wyrzutka
Ilustracje Franciszka Themerson
Nasza Księgarnia 1958 r.
78×112 cm
cena okładkowa 7,80 zł

Dziś zakup tego wydania, to koszt nie mniej niż 30 zł. Zaprojektowanie książki jako spójnej całości, której opracowanie graficzne i treść są tak samo ważne, było jednym z głównych celów jakie sobie postawili w swoje twórczości Themersonowie. Cenili literaturę dziecięcą, która nie odpowiadała żadnym konwencjom – tak jak np. Alicja w Krainie Czarów Carrolla.

Gdyby nie obcobrzmiące nazwisko i tworzenie na emigracji, może Przygodny Pędrka Wyrzutka doczekałyby się takiej popularności jak owa Alicja czy Mały Książę. Dwóch książek, z którymi Wyrzutek ma wiele wspólnego i którym w moim odczuciu dotrzymuje kroku. Zarówno w warstwie tekstowej jak i wizualnej. Może gdyby nie te powody, to Pędrek znalazłby się na liście lektur szkolnych i dziś każde dziecko wiedziałoby, że żeby przejść przez granicę trzeba mieć kapelusz w porządku. Wiele bym dała, aby Przygody Pędrka Wyrzutka zaistniały dla szerszego grona współczesnych odbiorców. To niewątpliwie trudny tekst, ale jakże mądry, zabawny i świeży. Themerson napisał Wyrzutka już w Londynie na emigracji, w roku 1951, i napisał go po angielsku. Mamy więc tekst ponad 60 letni, w formie i treści ponadczasowy. Wywrotowy i uniwersalny jednoczenie.

O czym jest ta książka? Opowiada o wyprawie pewnej istoty w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Kim jestem?
Tą istotą jest Pędrek Wyrzutek, ni to człowiek, ni to ryba, a ma coś w sobie i ze słowika i z psa. Kłopot w tym, że dla ludzi jest psi, a dla psów ludzki. Przyznacie, że to trudne tak być kimś innym dla jednych i drugich. Ta wyprawa w poszukiwaniu tożsamości, to podróż w dziwny świat. To spotkania z nietuzinkowymi postaciami, które czynią historię Pędrka ekscytującą.

Mamy tu profesora Wielbłąda Acha Aha Och, który wykłada o elektryczności, bo za to płacą mu trawą. Wolałby co prawda wykładać o poezji, ale za to płacą niełuskanymi orzechami. Klops. Mamy króla Pingwina o szczególnych zapatrywaniach językowych, potrzebie rozmawiania z sensem. Po tej lekturze będzie już jasne co znaczy AN schody. Poznamy historię kapitana Metaferejna i dowiemy się kim jest Monna Antymagatta.

Jest tu wszystko. Wspomniany wątek tożsamości, inności. Jest o przekraczaniu granic i o ograniczeniach, które nas dotykają w życiu. Jest też o konflikcie. Themerson w zabawny i straszny sposób opisuje wojenne zmagania mieszkańców pewnej Polany. Teatralnie je przedstawia, komicznie i dramatycznie.

“Polana zniszczona doszczętnie, a ludzie nie mają w zwyczaju bić się na zniszczonych polanach.”

Jeśli to nie jest bajka dla dzieci, to jest to bajka dla dorosłych albo dla dzieci, które się dorosłymi staną. A sposób pisania, dialogi S. Themersona sprawiają, że świetnie się ją czyta dwulatkowi do snu. A on słucha, słucha i słucha, i zasypia. A czasem nim zaśnie zerknie na piórkiem rysowane ilustracje Franciszki Themerson. I uśmiechnie się do tego dowcipu ukrytego w jej kresce, do tych postaci wyjątkowych. I oczaruje go harfa pani Metaferejn i sam Pędrek Wyrzutek.

Zerknijcie na regał, może macie na nim perłę literatury dziecięcej? A może nawet coś więcej?

mamyomamy mamyomamy


Jan Brzechwa
Król i Błazen
Ilustracje Teresa Stankiewicz
WAG Kraków 1959 r.
70×100 cm
cena okładkowa: 6.50 zł

Maleńka ta książeczka zawiera jeden wiersz Brzechwy, ale jak to z Brzechwą bywa, jest to wierszyk wyjątkowy. Co prawda nie tak znany, popularny jak Kaczka Dziwaczka czy Na Wyspach Bergamuta, ale równie dobry.

To historia srogiego króla, który nie wyciera nóg przed wejściem do pałacu. Król przynosi na nogach i błoto i kurz, ale nikt nie ma odwagi zwrócić mu uwagi, że robi źle. I tak na złotych posadzkach panoszy się brud, a dworzanie załamują ręce z niemocy. Dopiero nadworny błazen zdobywa się na odwagę i mówi królowi, że nie będzie go zabawiać, póki ten nie wytrze nóg. Dzięki niemu, król uświadamia sobie, że wszędzie zostawia ślady brudu i postanawia coś z tym zrobić. Zarządza generalne porządki i wprowadza obligatoryjne wycieranie nóg w wycieraczki.

Książeczka jest wyjątkowa zarówno przez autora wiersza, i jego niewątpliwe atuty wychowawcze, ale także za sprawą subtelnych i zabawnych ilustracji. Narysowane piórkiem, uzupełniane naprzemiennie tylko trzema kolorami. Na każdej rozkładówce jeden kolor (czerwony, żółty i turkusowy). Trochę tam małych fotografii, które wprowadzają dodatkowo konwencję kolażu. Ja już się nie dziwię, ale nadal fascynuje mnie, że w tak małej formie, można zawrzeć tak wiele atrakcji dla młodego czytelnika. Do tego ta prawie 60 letnia publikacja nie straciła nic ze swoje świeżości i mocy oddziaływania, także na dorosłych. Krucha, bo wydanie jest broszurowe. Łatwo może ulec zniszczeniu. Ja swoją skserowałam i w tej formie oddam w ręce Tymka. Tak będzie bezpieczniej.

mamyomamy mamyomamymamyomamy

Poszukajcie w domach i bibliotekach, może jeszcze gdzieś stoją na półkach i czekają na swoje kolejne 5 minut. Na zachwyt współczesnego czytelnika. Ich twórcy zadali sobie trochę trudu i choć to nie był trud “w pocie czoła”, to dzięki ich talentom, wyczuciu, wrażliwości, inteligencji a nawet bezwzględności (o tym innym razem), te historie zaistniały w tak pięknych, kieszonkowych wydaniach. 

Podziel się:

Zobacz również

2 komentarze

  • Reply Gosia 13 września 2016 at 08:35

    zaciekawił mnie przede wszystkim „Młynek do kawy”. Nie słyszałam nigdy o nim! :))

  • Reply otloaga 18 kwietnia 2017 at 21:49

    W dobie samych nowości książkowych na blogach ten wpis to cudny ewenement, który otworzył mi oczy na piękno starych książek dla dzieci. Wstyd się przyznać, ale znam tylko „P. Szachrajkę”, ale za to znam prawie całą na pamięć 🙂 Muszę poszukac ” Króla i błazna”,może gdzieś mam i zapoznać się z ” Młynkiem…”.

  • Dodaj komentarz