książki

Jestem miasto: Warszawa; Kraków

29 stycznia 2017

Jestem w Warszawy

“Jestem z Warszawy”, to słowa, które wypowiadając sprawiały, że czułam zmętnienie mózgu u rozmówcy.

Bycie z Warszawy, to nie to samo co bycie w Warszawie. Można w niej żyć i jej nie znać, a nawet nie lubić. Można być warszawiakiem i w Warszawie się gubić. Miałam koleżankę, która całe studia jeździła z mapą Wawy w ręku, ale i tak jej ścisły umysł gubił się w podziemiach pod Rotundą.

Dziś jest łatwiej. Są smartfony, mapy w necie i jakdojade.

Pamiętam jakim guru był dla mnie mój starszy brat. Gdy miał 6 lat znał wszystkie połączenia komunikacyjne w Wawie. Był w Zuchach i zdobył właśnie kolejną sprawność, a ja strasznie się wtedy bałam, że nie uda mi się zapamiętać tych wszystkich numerów i gdzie jadą. Potem okazało się to wielce naturalne. Ostatecznie znajomość Warszawy zawdzięczam zajęciom pozalekcyjnym, i kolejnym tzw. chłopakom i przyjaźniom. Jelonki, Okęcie, Bemowo, Żoliborz, no i wreszcie Falenica. Z każdym rokiem Warszawa robiła się coraz większa. Dziś Mokotów to moje miejsce, kiedyś było końcem świata, gdzie mama jeździła do pracy. Bo Domaniewska była ulicą ludzi pracy, którzy wyrabiali normę lub nie, na długo przed szklanymi budynkami Mordoru.

Jednak nim nasze dziecko stanie się użytkownikiem GPSa, dobrze byłoby mu trochę pomóc książką. Znam dwie, które świetnie się do tej misji nadają.

Mapa Warszawy i podróż w czasie

Pierwszą z tego duetu jest “Jestem miasto. Warszawa” tekst: Aleksandra Szkoda, ilustracje: Marianna Oklejak, Grupa Wydawnicza Foksal/Wilga by Mind the Kids 2012.

To swoisty zbiór map przeszłości, tej mocno dawnej i tej całkiem mniej.

Znajdziemy tu:

  • Praczasy czyli bardzo dawno temu
  • Panowie szlachta w XVI, XVII wieku
  • Lata burzliwe 1772-1815
  • Piękna dwudziestoletnia 1918-1939
  • Warszawa walczy 1944
  • Budujemy nowy dom 1945-1956
  • Stan wojenny 1981-1983
  • Wawa dzisiaj

Tak, ten picture book jest wehikułem czasu. Podróż może być szybka, ale nie musi. Bo każda rozkładówka to szczególny czas tego dziwnego miasta. I w swojej odrębności wyjątkowa, wciągająca. Czerwony PRL, szaro-biały stan wojenny, kolorowa Wawa dzisiaj. Historia stolicy zapamiętana kolorami.

Dużo tu miasta w mieście. Może trochę za tłoczno i czasem potrzeba chwili, aby wyłapać pewne miejsca czy budynki. Jednak jest to fajne wyzwanie dla czytelnika – i to w każdym wieku.

Co znajduje tu dla siebie 2 latek?

W Wawie dzisiaj zachwycają go mosty i ilość aut. Wie gdzie pracuje mama, a gdzie tata. Co ciekawe, z radością łączy te miejsca z mapy z ich rzeczywistymi odpowiednikami.

Pokazuje którym mostem już jechał, gdzie mieszka babcia. Choć tu zawsze dopada go nostalgia, a wtedy Targówek zmienia się w gdańskie Brzeźno i mieszka tam Dziadzia i Baba.

Wiewiórki w Łazienkach, gitara grajka z Żoliborza, Palma, tik-tak czyli PKiN, Stadion Narodowy i Syrenka. A pomiędzy obrazami emocje, skojarzenia, odkrywanie różnic i podobieństw.

– Nie ma moś – w wolnym tłumaczeniu oznacza: Nie ma mostu.
– Nie ma dużo bra – czyli nie ma wielu aut. To uwaga do lat 5O tych. Słuszna uwaga.

W głowie dziecka pomniki Mickiewicza czy Słowackiego równają się słupom Światowida i innych bogów przeszłych. Patrzy, pokazuje i kartkując powtarza: pan, pan, pan. Z zadowoleniem odnajduje na każdej z rozkładówek Syrenkę. Na każdej jest inna, ale dla Tymka to wciąż ta Syrenka. Ogień, Wisła i aniołki, Pałac Kultury i kominy Siekierek, ciągle jest co odkrywać. Ja trochę się czepiam, że mi się coś tam nie zgadza. Chciałabym czegoś więcej w Wawie dzisiaj (Centralny taki mały). Jakoś brak mi tęczy i puszczenia oka do dorosłego czytelnika. No i brakuje nowego Centrum Giełdowego, obecnej siedziby Giełdy Papierów Wartościowych, bowiem już od dawna nie urzęduje w dawnym budynku KC PZPR. Był on jej siedzibą od 1991 do 2000 roku, a książka wydana w 2012 r. Gdzieś na tych stronach chętnie bym zobaczyła 40-latka czy, oznaczenie adresu Alternatywy 4.

Jest za to cudowny Lajkonik przy pl. Trzech Krzyży, w którym dziś mamy Starbucks (kto nie widział malowideł genialnych ilustratorów na jego ścianach, niech pędzi na kawę, bo część z nich przetrwała), Kameralna, SPATiF. Jednak mimo mojego czepialstwa jest to bez wątpienia bardzo fajna książka, absolutnie dla każdego. I fantastyczny wstępniak do oswojenia stolicy, tak historycznie jak i topograficznie.Tylko nie bierzcie jej zbyt dosłownie, bo jednak to wizja artysty i może was wywieść na manowce jak niejeden GPS.

Warszawa się ciągle zmienia, na gorsze, na lepsze. Nie znajdziecie na tych planach np. mostu Syreny, bo powstały w 1985 r. i rozebrany w 2000 r., nie załapał się na tych kartonowych stronicach.

Piszę o tym, już nie z czepialstwa, a z sentymentu i ku przestrodze. Zastępczy most saperski na Wiśle służył warszawiakom 15 lat. Zastąpił go most Świętokrzyski. Jednak to dla mnie symbol i czasów przeszłych i mentalności naszej krajowej. Kochamy rozwiązania prowizoryczne, ale one nigdy i w żadnej dziedzinie nie zastąpią koncepcji przemyślanych, rozwiązań trwałych. Gubimy się we własnej przestrzeni, bo ani nie umiemy o nią zadbać, ani jej zorganizować.

Dziś na potęgę Warszawa pozbywa się modernistycznych obiektów, którym przyklejono metkę PRL-u. Supersam, Uniwersam Grochów, Sezam, Smyk, Universal, zaraz Rotunda i Dom Meblowy “Emilia”.

Widać, że będą nam potrzebne kolejne plany Warszawy. Historie znikających budynków.

Krakusem być, w Krakowie żyć

Być z Krakowa, lub choć regularnie bywać w Krakowie, oto pragnienie zastępów bezimiennych warszawiaków, bywalców teatrów i kawiarń.

Bezkarnie wdychać smog może ciut większy niż “stołeczny”, żyć jak w Paryżu, a zakupy robić jak w Poznaniu. Oto myśl śniadaniowa Polaka warszawiaka spod artystycznej gwiazdy.

Warszawa wchłania absolwentów krakowskich uczelni jak wygłodniałe zwierzę. Ci inteligentni o umysłach ścisłych i akuratnych, nie miewają kłopotów topograficznych, co najwyżej typograficzne.

Tymczasem ja, Kraków niby znam, ale żebym tak się miała bez telefonu wypuścić, to niekoniecznie.

Żyje ja sobie więc po warszawsku we wszetecznym przekonaniu, że oni tam mają do wszystkiego blisko, a w chwili wątpliwości sięgam z Tymkiem po drugiego z serii picture booka .

Kraków, miasto nocy

“Jestem miasto. Kraków”, scenariusz: Artur Wabik i XULM, ilustracje: XULM (Marcin Surma), Grupa Wydawnicza Foksal/Wilga by Mind the Kids 2015.

Ta pozycja przedstawia nam Kraków w takich odsłonach:

  • Wiślania
  • Wczesne średniowiecze przed lokacją miasta w 1257
  • Jesień średniowiecza wiek XVI
  • Wolne Miasto Kraków 1815-1846
  • Międzywojnie 1918-1939
  • Okupacja 1939-1945
  • PRL 1944-1989
  • Wczoraj wieczorem

Patrzę na książkę numer dwa z serii o miastach i nie wiem czy ten Kraków taki mały czy taki uprasowany zgrabnie, ale jakoś tak mało mi tego Krakowa w Krakowie. Cała ja, albo za dużo Warszawy w Warszawie albo jak wyżej.

Myśl pierwsza.

Podoba mi się, to jak ten zmieniający się Kraków został uchwycony. Niby ta sama kreska ilustratora, a czyta się różnice epok. Jest w tym i spójność i różnorodność, konsekwencja w oddaniu każdego okresu historycznego tego pięknego miasta.

Myśl druga:

Nie wiem kto się lepiej bawi przy tej książce, jej autorzy czy my czytelnicy (wiek bez ograniczeń).

Ta podróż w czasie z perspektywy lotu ptaka daje dużo frajdy. A ta perspektywa z każdą rozkładówką zmienia się, przybliża. Zaglądamy mocniej w miasto. W jego rytm, inny dla każdej odsłony historii dawnej stolicy. Czasem coś trzeba sobie dopowiedzieć, doczytać, swoista reedukacja dorosłych, którym brak sporej części wiedzy na temat Krakowa.

Jest tu bajkowo, historycznie i dowcipnie. Jest Kraków zimą, jest za dnia i nocą. Jest czarno-biało, gdy przenosimy się w lata okupacji i neonowo we współczesnym Krakowie nocą.

Chyba z tej tęsknoty za życiem krakowskiej bohemy powstała ostatnia rozkładówka w książce. Bo ten dzisiejszy/wczorajszy Kraków, jest Krakowem nocnym. Niespiesznym, zabawowym i sportowym. I świeci. Normalnie błyszczy w ciemnościach.

Podobno na Plantach mój tato oświadczył się mamie. Pewnie dla niego Kraków był synonimem piękna i romantyzmu. Dla mnie znaczy tyle co ta mała chwila, a potem całe życie dwóch osób.

Szukając Plant na tej street-artowej mapie Krakowa, odkryłam jak to Kazimierz kiedyś dzieliło od nich starorzecze Wisły.

Jest ten Kraków Surmy i Wabika, i komiksowy, i grafficiarski. Jest w nim jakaś pasja zapętlenia historii tego miasta, która trwa, trwa i trwa. Bo to prosty, ale jakże sprytny sposób, aby Kraków dzisiejszy nazwać wczorajszym. Bo “dziś” twórców “Ja miasto. Kraków”, zawsze będzie dla czytelnika Krakowem wczoraj. No i puszczają do mnie oko twórcy tej książki. Mogę znaleźć dzieła streetartowców: Malunek przedstawiający Kraków jako miasto-parowiec, dryfujące po wodach gigantycznego akwarium. Jego twórca, Mariusz „M-City” Waras jest obecnie jednym z bardziej rozpoznawalnych polskich artystów street-artu.

A także mural “Ding Dong Dumb”, włoskiego artysty Blu, którego prace zdobią budynki na całym świecie.

A po ulicach przechadza się Ewa Braun i Spielberg. Nad Wisłą siedzi Kantor. Szacun Panowie. Dobra robota.

Roi mi się

Mam w głowie marzenie o kolejnych publikacjach z tej serii. Trójmiasto, Wrocław, Poznań… “Łowicz-Kutno-Radom”.
Mam dwa nazwiska w głowie, dwóch twórców, których z chęcią wrobiłabym w zilustrowanie następnych miast.

Edward Dwurnik i Tytus Brzozowski.

Co wy na to?

Podziel się:

Zobacz również

Brak komentarzy

Dodaj komentarz